Uniwersum Wiedźmin – Inny Świat – Opowiadanie „Nie ma żadnych potworów!”

Ognisko buchało radośnie trzaskając i buchając płomieniami do nieba. Słońce już zachodziło, a wzmagający się wiatr wzmacniał przykre uczucie chłodu. Mały samochód obok, z otwartą klapą bagażnika i śpiworami stał niedaleko. Dobywało się z niego głośne chrapanie i chwilę później mały chłopiec przewrócił się na na drugi bok chrapiąc dalej. Ojciec leżał na mchu oparty głową o leżący pień. Wpatrywał się w ogień, podrzucając sobie dla zabawy granatem i postukując złożoną pałką przy boku. Zasnął, i gdy się obudził obok niego przy ogniu siedziała nowa postać, przestraszył się, drgnął gwałtownie, próbując wstać. Obejrzał się za synem, ale ten głośno spał. – Gdybym chciała coś ci zrobić, zrobiłabym to jak spałeś – odpowiedziała młoda kobieta. Włosy miała szare z białymi pasemkami, a kawałek widzianego podbródka odkrywał szpetną bliznę zasłanianą fragmentem włosów. – K-k-Kkim jesteś? – Spytał sierżant próbując przezwyciężyć wahanie. – Podróżnikiem – odpowiedziała krótko kobieta. Sierżant usiadł z powrotem na machu przysuwając się do leżącego na pniu automatu. – Porobiło się u was, co? – Zaczęła pierwsza rozmowę kobieta – tak. – powiedział krótko sierżant nadal nie wiedząc czego może oczekiwać. – Ja jeszcze nie tak dawno byłam pewna że mam kogoś bliskiego – powiedziała pochmurnie kobieta – nic z tego nie wyszło – dodała i odwróciła wzrok od ognia. Na szyi miała dziwny metalowy przedmiot, przedstawiający twarz kota – Jak się nazywasz? – Zapytał pewniej sierżant będąc już blisko automatu kałasznikowa z naładowanym magazynkiem – Możesz mi mówić Ciri. – odpowiedziała powoli tajemnicza kobieta. – Ale długo tu nie posiedzę. – Dlaczego? – zapytał sierżant patrząc się w jej oczy, były wielkie i zielone ale nie speszył się i wytrzymał jej twarde spojrzenie – nie mogę być długo w jednym miejscu. Jestem… ścigana. – odpowiedziała Ciri miotając się między słowami. Sierżant nawet nie drgnął – nic ci nie zrobię, możesz przestać łowić wzrokiem swoją wyrzutnię metalu – odpowiedziała Ciri unosząc głowę. Sierżant przestał przenosić się w miejscu, ale wymacał automat pod ręką. Poczuł się na tyle pewnie żeby usiąść wygodniej opierając się o pień zleżałej sosny. – Może teraz ty mi opowiesz kim jesteś i co tu robisz? – zapytała poważnie dziewczyna. Sierżant patrzył tylko w ognień. – Długo by mówić. Odparł w końcu. – Noc jest długa, możemy posiedzieć. – odpowiedziała mu przyjaźnie Ciri uśmiechając się. Sierżant podniósł głowę i zamkną oczy. – Ehh – stęknął – Z rok temu to jeszcze bym nie przypuszczał że coś takiego może mieć miejsce. – zaczął mówić sierżant, Ciri również usiadła wygodnie rozglądając się dookoła. – Gdyby ktoś mi tydzień temu powiedział że po Apokalipsie jaka spotkała nasza cywilizacja, będę jeździł z własnym synem od jednej osady do drugiej pomagał ludziom w życiu i zabijał, rozwalał czy pacyfikował jakieś potwory, czarty, ghule i inne utopce, najpierw bym go obśmiał myśląc że jest niegroźnym maniakiem. Potem bym go skuł z rękami do tyłu i zawiózł na oddział do izolacji biorąc za świra. A tu proszę, w różne rzeczy przyjdzie człowiekowi uwierzyć… jeśli ma dowody. – Utopce? Gryfy, wilkołaki? Tu, na tym świecie? – Zapytała zdziwiona Ciri, – No nie do końca – wyjaśnił szybko sierżant – to takie mechaniczne potwory, zaprojektowane przez jakiegoś inżyniera w celu życia i podtrzymywania własnej egzystencji, nie bardzo to wszystko pojmuje – powiedział powoli sierżant. Ciri zasępiła się nie wiedząc co powiedzieć. – Wiesz, kiedyś słyszałem historie wyłowioną z sieci fal krótkich że tam, za oceanem, amerykańce mają problemy z jakimiś terminatorami. Terminator to taki robot sterowany sztuczną inteligencją, podobny do człowieka ale stworzony tylko w celu tegoż człowieka zabijania. A stworzony został właśnie przez te inteligencję. – zadumał się chwilę we własnych myślach sierżant. – Podobno hamburgery chwaliły się że dają sobie z nimi radę chociaż jest im ciężko. Kurwa, im to zawsze ciężko, na każdym filmie zawsze Ameryka miała najciężej, a my to kurwa co mamy powiedzieć? – Zadał pytanie sierżant nie domagając się odpowiedzi. – Niech tu przyjadą, niech zobaczą jak to wygląda, pięć minut by tu kurwa nie wytrzymali i z podkulonymi ogonami wracaliby do tych swoich terminatorów. – westchnął – jedyne co nam dopisuje do pogoda, w sumie rzadko pada, a o tak jak teraz to mamy prawie całym rokiem. – machnął po krajobrazie – Zimy nie było, ale mi to nie przeszkadza, chociaż wiem że jak już przyjdzie to dowali tak że się obsramy śniegiem – skończył mówić sierżant – i tak to się ciągnie, rok leci a my z kąta w kąt, czasem jak mysz pod miotłą w samochodzie. Póki co, chcemy przetrwać. Już nie liczę ile tego dziadostwa natłukłem, mały też sobie nieźle radzi – wskazał na chrapiącego synka, Ciri kiwnęła głową uśmiechając się – Ale tego syfu nie ubywa. Regeneruje się, i potrafi się naprawiać. Pozostaje tylko żyć. – dokończył i umilkł. Siedzieli tak w ciszy patrząc się w buchający ogień, w końcu do ogniska doszedł dziwne ubrany mężczyzna w masce – Ciri, przygotowane, możemy odjeżdżać – powiedział do kobiety. – Ciri wstała, spojrzała na sierżanta nadal patrzącego w ogień, kątem oka jednak obserwującego co chwilę nieznajomego – Nie, Zirael, nie możemy. – Powiedział stanowczo nieznajomy, i uniósł rękę w kierunku sierżanta. Zasnął natychmiast.
Tato, tato, obudź się, obudź! – Powiedział chłopiec potrząsając ojcem. – T-tak, już nie śpię, o co chodzi? – zapytał rozespanym głosem sierżant. – chyba zasnąłeś przy ognisku i zapomniałeś zamknąć bagażnika, cały jesteś zimny, wszystko dobrze? – zapytał szybko synek – Tak, trochę mi zimno, ale dobrze. Już mi lepiej. – Pakowali się do samochodu szybko i w milczeniu, gdy już mieli wsiadać chłopiec wskazał na siedzącego na gałęzi nad ogniskiem ptaka – Tato, a co to za ptak tak ładnie śpiewa? – Sierżant zmrużył oczy, potrząsł lekko głową, przyjrzał się ptakowi. – To jest jaskółka synku. – Po czym wsiedli w samochód i odjechali. W oddali widać było wiszący na ruinach zamku czarny krzyż.
A jaskółka wzbiła się do lotu.
KONIEC

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Podziel się ze znajomymi: