Uniwersum Wiedźmin – Inny Świat – Opowiadanie „Nie ma żadnych potworów!”

Pyzaty księżyc jaśniał na niebie rozświetlonym gwiazdami. Trawiasty krajobraz odbijał blade jego promienie, rozświetlając niewyraźną łuną dalszy krajobraz. Nieco dalej, pod lasem, stała wąska ale wysoka wieża z zębami na samym szczycie, jednak zamiast typowego piętra ostatecznej obrony, wieża na samym jej środku miała szklaną kopułę, wystającą wzwyż poza lico murów. Całość swoim efektem mieszała historyczny kamienny mur wieży z nowoczesnością, ale w sposób płynny, budynek nie odstawał ani nie szpecił krajobrazu kiczowatym stylem jak inne domy nowobogackich, chcących zamieszkać na wsi bez typowych wiejskich problemów. W oknie najwyższego piętra paliło się światło.
Postać młodego mężczyzny siedziała pykając fajkę przy biurku kreślarskim i z zamiłowaniem kreśląc kolejne linie swoim ołówkiem. Na monitorze powyżej, doczepionym na wysokości oczu do ściany pojawiały się kolejne informacje i łamiące wiadomości ze zdjęciami kolejnych masakr, na każdym zdjęciu dookoła leżały ciała tak samo ułożone. Nagle, w szybę obok coś rytmicznie zastukało, mężczyzna wstał od biurka, podszedł do okna i otworzył je na oścież wpuszczając mechanicznego ptaka do środka. Ptak swoimi częściami i kolorem farby przypominał bardziej kruka, dziób miał umazany cały na czerwono, to była krew. – Gdzie ty się tak zabawiłeś, gacek? – Odpowiedział do mechanicznego ptaka mężczyzna. Ptak tylko pokręcił głową i pacnął dziobem parę razy nie dając próbki umiejętności wokalnych. Gdy kolejnym razem mechaniczny kruk otworzył dziobek, mężczyzna złapał ją za tułów, wytarł szmatką z szuflady i wyciągnął z głębi ptasiego gardła przewód, który podłączył do komputera pod monitorem na ścianie, jednocześnie stawiając ptaka na biurku. Ptak posłusznie przycupnął na nogach, z łebkiem zadartym w górę, przypominał teraz kamienną fontannę w parku. Mężczyzna, przesunął blatem biurka, z dołu wysunęła się półka z klawiaturą, a raczej z płasko naklejoną folią robiącą za nadruk klawiatury na drewnianym blacie. Obrazki z klawiszami po stuknięciu jednak działały, na monitorze zaczęły pojawiać się okno terminala i kolejne komendy, a na końcu pojawił się obraz. Mężczyzna kiwnął tylko głową do siebie, zaciągnął się znowu fajką mającą wszelkie zadatki na antyczną, oparł się wygodnie o miękkie oparcie fotelu i patrzył w filmik na ekranie. – Zobaczymy co też za ciekawe informacje mi dziś przyniosłeś Gacuś – mruknął mężczyzna i pochłonął się w lekturze. Na ekranie zaczęły się pojawiać dotychczasowe nagrania ptaka. Widać przelot przez wieś, zakorkowany ruch uliczny, znak miasta Warszawy, i daleko kopułę budynku sejmowego. Ptak doleciał właśnie pod ten budynek, ale tu skręcił i szybko usiadł na gałęzi drzewa wystającej przy oknach budynku pomieszczeń hotelowych. Kamera rejestrowała każdy szczegół, obraz ostry jak żyletka na początku pokazywał jedynie odbijający się błękit nieba, jednak już po chwili zmieniła się polaryzacja a ptak przybliżył obraz tak że można było słyszeć rozmowy dwóch postaci ubranych w garnitury siedzących naprzeciw siebie. Trzecia osoba widziała tylko fragmentem, stała w pobliżu drzwi, w całkowitym bezruchu. – To mówisz Stasieńku że w jednej z naszych restauracji to ośmiorniczki sprzedają? Tu, w Polsce? – zapytał jeden z tych rozmówców prześmiewczym tonem – Tak było – kiwnął głową – kosztują majątek ale kancelaria sejmu zapłaci – zarechotał głośno – a ty wiesz Wiesiu że ja to strasznie delikatny przełyk mam – podjął dalej temat – wódka to mi przechodzi przez gardło z oporem a ośmiorniczki są tak delikatne że mogę w spokoju cieszyć się smakiem a nie tylko martwić bólem gardła – dokończył. – I ty myślisz że co, nikt się nie dowie na co wydajemy pieniądze izby poselskiej? – oparł się o blat biurka ten pierwszy – Psy szczekają, karawana jedzie dalej – odchylił się do tyłu – po marudzą, po marudzą, temat się znudzi i tyle w temacie będzie, nikt nam nic nie zrobi bo nikomu nic się nie chce. – Skąd ta pewność Stasiu – Tu drugi rozmówca poklepał się po brzuchu wypinając go do przodu razem z krawatem – a nam to co, chce się coś robić? – Nastała cisza, przerwana po chwili gromkim rechotem niby spasionych wieprzy w chlewie gdy nasypać im śrutę do koryta. – No, ale do rzeczy przyjacielu, musimy w końcu ustalić linię partii w sprawię tych przetargów wojskowych na pojazdy autonomiczne, ceny z kosmosu ale jak na przetarg publiczny to nawet w normie – ten za biurkiem zabujał się w fotelu i wyciągnął z szuflady dokumentację – komplet autonomicznych pojazdów przypominających zwierzęta, działające na poziomie zdalnym, żebym jeszcze wiedział co ja w tej chwili mówię, ale to wygląda na podobny schemat co przy starych misjach badawczych na marsa. Robot po otrzymaniu zadania sam przetwarza i wykonuje niezbędne czynności. Ha! Popatrz stasiu, trafiłem, o tutaj są stare zdjęcia tego robota. Tam dalej jest reszta rakiety – drugi pokręcił głową – i tak po prostu ktoś dla zapyziałej Polszy w ramach przetargu coś takiego ustawia? A to tutaj w ogóle potrzebne? – Pierwszy zasępił się – No, po prawdzie to nie, ale tu nie o to chodzi. Bo widzisz, ta firma to od syna znajomego jest, ja to za technologią nigdy nie byłem, ale też nigdy nie oponowałem, zwłaszcza kiedy z czystym sumieniem mogłem wypieprzyć mojego szofera z beemki, i teraz bez świadków mogę się w trakcie jazdy zabawić. A podróż długa, szkoda czas marnować na zbędną nudę – zaśmiał się pierwszy. – A taki automat w samochodzie to zbawienie, nie żre, nie słucha, nie kłóci się, i nie ma własnej opinii z zakresu licznych koleżanek sprowadzanych do sejmowozu, a tu i o pewność chodzi. Automat robi zawsze to samo i zawsze jak trzeba bracie, bez szemrania. Wyobrażasz sobie takie oddziały autonomicznych milicjantów? – Drugi wpatrzył się w obraz – no ale nie powiesz mi chyba że nagle przejąłeś się losem obywatelskich dusz łączących się w łożeniu podatków? – obaj znowu zaśmiali się gromko – no, a tak na poważnie, – pierwszy znowu podjął – ze dwadzieścia procent z ceny przetargu jest dla mnie, to możemy się podzielić jeśli pomożesz to prze huśtać przez machinę biurokracji tak żeby się nikt nie domyślił. Zwykłych ludzi zwykły pies rąbał, pieniądz po ulicy nie chodzi, niech płaca i spadają, i tak nic nam nie zrobią. Koniaczku? – zaproponował po chwili drugiemu, ten popatrzył przez chwilę pierwszemu w oczy – A wlej, byle najdroższego, jak marnować to z klasą. – pierwszy nalał koniaku do kieliszków, podał jeden z nich drugiemu i powiedział – czyli stoi? – pierwszy wypił od razu, i tylko pokiwał głową.
Film następnie zaczął pokazywać drogę powrotną ptaka, zakorkowane ulice stolicy, podmiejski krajobraz, potem wiejski. Ptak następnie zaczął kołować dookoła jednej z wiosek. Druga kamera od spodu tułowia, zarejestrowała grupę dzieci bawiących się na łące, za chwile następuje wybuch, potem obraz po wybuchu i to co zostało, gdzieś na dole śmignął między zagajnikami mechaniczny królik, który w słońcu tylko zabłysnął metalowym wykończeniem. Następnie widać jakieś dziecko biegnące do swoich kolegów jeszcze nie wiedzące o tym co się stało. Kamera rejestruje wszystko aż do utraty przytomności, i frunie dalej przez połacie lasu aż do okna wieży gdzie słychać stukanie dziobem w szybę.
Mężczyzna zatrzymał resztę filmu na klawiaturze, przewinął materiał do momentu na łące. Przyjrzał się dokładnie śladom, twarzy dziecka i królikowi. Następnie wstał, odpiął krukowi przewód z dzioba, ptak zatrzepotał, skoczył na huśtawkę dla ptaków pod sufitem, i poszedł do pokoju niżej. Z ekranu na ścianie mężczyzna wstukał niewyraźną komendę i otworzyły się sekretne drzwi w ścianie, ze spiralnymi schodami.
Pomieszczenie niżej było całe kamienne, bez żadnych okien, od góry paliły się tylko lampy jarzeniowe, a całą wielką halę zajmowały duże metalowe regały z najróżniejszymi robotami. Od drugiej strony natomiast było coś na kształt windy, połączonej osobnym wąskim pomieszczeniem z kopułą na szczycie wieży. Mężczyzna podszedł do pierwszego regału, wyciągnął fajkę z ust i wskazując ustnikiem po sztukach liczył posiadany stan, po chwili kręcąc głową i zabierając się od nowa. I tak na drugim regale, i kilku następnych. Następnie podszedł do elektronicznej tablicy zliczającej, wstukał komendę i podrapał się w czoło, zamruczał – No to mam przesrane – powiedział do siebie mężczyzna po dłuższej chwili. Głos miał niski, akcentował zawsze na środek wyrazu i mówił wyraźnie gardłowo, z trudem. – pozostaje poczekać na rozwój wypadków, pape mi tego nie daruje, o ile nie podaruje mu czegoś dobrego – mężczyzna zaczął spacerować między regałami. W końcu doszedł do regału ze złożonymi robotami, mały ekranik z boku zaświecił, gdy mężczyzna podszedł do niego, wizualizacja robota w trójwymiarze pokazywała coś podobnego do goryla, tylko o wiele większego i z rogami jak u łosia, tylko dodatkowo łączącymi się na wysokości głowy w coś podobnego do maski z amerykańskiego rugby. Animacja wyraźnie pokazywała możliwości taranowania takiego robota i w jaki sposób szkody wyrządzane przez niego są podobne do tych od zwykłych zwierząt. Mężczyzna podszedł, poklepał blachę robota – już niedługo nadchodzi twój czas – powiedział. Ten robot oczywiście, nie odpowiedział.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Podziel się ze znajomymi: