Uniwersum Wiedźmin – Inny Świat – Opowiadanie „Nie ma żadnych potworów!”

Noc czarna, księżyc w pełni, na podjazd do garażu wjeżdża sierżant, zatrzymując się jednak przed bramą garażową. Zamyka drzwi, uruchamia alarm i wchodzi do domu. Tu, telewizor gra, małe lampki pozapalane, naczynia w zlewie czekają na cud pozmywania, sierżant Grześ tylko przez chwilę zatrzymał się wzrokiem na hałdzie zlewowego brudu. Odłożył na szafkę saszetkę z dokumentami, odłożył czapkę na wieszak i przeszedł do pokoju zwracając przelotnie uwagę na najnowsze telewizyjne wydanie wiadomości. Hałasy, które go intrygowały, dobiegały z pokoju, słychać było muzykę wygrywaną na starych instrumentach z mocno przeciągającą nuty, starodawną odmianą skrzypiec, i ogólnie mocno prymitywnym brzmieniem, sprawiającym jednak miłe ogólne wrażenie całości. Odgłosy muzyki przerywane były co jakiś czas innymi dźwiękami szczęknięcia metalu, chlustającej krwi, łamanych kończyn czy okrzyków bólu przemieszanych spazmami wyzwisk. Sierżant uśmiechnął się do siebie, i za nim przekroczył próg pokoju, dane mu było usłyszeć dziwnie brzmiącą wypowiedź hasającej z mieczem postaci na ekranie wielkiego monitora. – Ale jesteś brzydki! – przetoczyło się delikatnym odbiciem po ścianach w prawie całkowitej ciemności pogrążonym pokoju gracza. Sierżant skrzypnął drzwiami. – O, tata! Już jesteś! Co dziś ciekawego w robocie było? – odpowiedział po tym jak na sekundę oderwał wzrok od monitora patrząc się w oczy ojca – Cześć Pawełek, a nic, dzień jak co dzień, rutynowe sprawdzanie trupów – powiedział siadając na łóżku syna – ścisz to trochę po coś mnie głowa zaczęła boleć – dodał, kładąc się ze wzrokiem wbitym w sufit. Syn nie odrywając wzroku jedną ręką przyciszył szybko głośniki i dalej naciskał rytmicznie przyciski na kontrolerze. Grześ odwrócił się patrząc na monitor – A ty znowu w tego swojego wiedźmina grasz Paweł? A lekcje odrobione? – dodał sierżant, jednak nie ciągnął tematu widząc stos książek i zeszytów na biurku obok. – Dużo nie było zadane, to szybko ogarnąłem i tak sobie siedzę od popołudnia, obiad odgrzałem z mikrofali, od wczoraj – ciągnął dalej Paweł nie odrywając się od ekranu – Ja to nie wiem, ile można katować jedną historię non stop, mnie to każdy film po kilku razach nudzi że nie mam już ochoty oglądać. A jak zaczynam z nudów to po pięciu minutach wyłączam bo zdaję sobie sprawę że znam to już na pamięć – ciągnął dalej ojciec. – ale dobrze się śpi, tylko trzeba pamiętać włączyć zegarek na telewizorze. – Wiem tato, ostatnio wyłączałem telewizor o trzeciej w nocy jak szedłem do łazienki – odpowiedział syn dalej pochłonięty w grze. Ojciec nic nie powiedział, przewrócił się na bok i zmęczonym wzrokiem patrzył w ekran jak jego syn pocina wirtualnym wiedźminem przez roześmiane hordy różnych potworów – uważaj, tam od lewej, zaraz skoczy – rutynowo napomknął ojciec jak za każdym razem kiedy po robocie odpoczywał u syna w pokoju. Geralt z gracją uniknął ciosu z góry od skaczącego ghula, następnie już po lądowaniu rąbnął go w plecy srebrną klingą aż przepołowił korpus na pół. Mały Paweł nawet nie odpowiedział. Już po raz dziesiąty rutynowo podchodził do tego zadania z ghulami i odpalaniu zwłok na zlecenie pewnego kapłana. – To opowiesz co dzisiaj robiłeś w pracy – zapytał Paweł wsiadając Geraltem na narowistą płotkę – nic ciekawego, nie ma co opowiadać. Zresztą – i tak w nocy nie zaśniesz. – A założysz się? – ziewną przeciągliwie syn od samej myśli nakręcając się sennością. Grzegorz odwrócił się na wznak wbijając wzrok w sufit, Kopyta Płotki zastukały w ziemię. – Dzień ogólnie był nudny i do bólu rutynowy – podjął temat ojciec zamykając oczy – stempel za stemplem, co jakiś czas telefon, ogarnianie materiałów dowodowych, ostatnio zamknęliśmy tę sprawę podsłuchów w restauracji. Straszna nuda, ale znaczenie polityczne, to trzeba było wszystko robić po bożemu. – odetchnął na chwilę – Jakoś wieczorem, chyba po ósmej było, co do mnie telefon zadzwonił że mam się na wizje lokalną piorunem pakować, bo mamy trupy i dowody trzeba sprawdzić. No to ziewnąłem szefowi do słuchawki, ubrałem się i szybko ruszyłem, po drodze jeszcze w macu kawę na wynos wziąłem. – pokręcił się na łóżku – Droga była daleka, bo miałem jechać do Papowa a to straszne wygwizdowo, kawę wypiłem jakoś w połowie drogi. Oni tam mają ładny gaik pod wsią, dzieci się tam w wojnę pewnie często bawiły. – ojciec zasapał. Na ekranie ponad Geraltem pojawiły się latające harpie skrzeczące w ataku. Wirtualny wiedźmin nawet nie zainteresowany atakiem przyśpieszył tylko swojego konia mijając atakujące potwory i zostawiając je w tyle. – Jak dojechałem na miejsce, ludzie już się krzątali. Jeszcze nie wysiadłem a już mnie w żołądku coś ścisnęło. Tam były same trupy młody. – położył sobie rękę na czole. – Jakieś cechy szczególne? – rzucił Paweł lawirując Płotką po krętej ścieżce między głębokimi kałużami przechodzącymi w zamuloną rzekę. – Ofiarami były same dzieci, synek. Wszystkie mniej więcej w twoim wieku – sapnął ojciec. Paweł obejrzał się na ojca, wywijająca kopytami płotka na ekranie stanęła w miejscu jak wryta. Patrzyli tak przez chwilę – No, a wiadomo co było przyczyną, kto ich tam, no, zabił? – zapytał syn tracąc na chwilę zainteresowanie tym co się dzieje na ekranie – Technicy gówno wiedzieli – podjął po chwili ojciec, obraz to była masakra, nie ma co tu opisywać, w zasadzie twoja gierka najlepiej by to opisywała – opisał ojciec a synek patrząc dziwnie na pada i grę, przełknął głośno ślinę patrząc tępo w monitor – odciski stóp to w większości należały do dzieciaków, był jeden ślad blizny na pniu drzewa, tam gdzie jedna grupa dzieci prawdopodobnie zrobiła sobie bazę. Ale nic więcej. Rzuciłem hasło że to mógł być dron wojskowy, w końcu cokolwiek to było, w powietrzu śladów na ziemi by nie zrobiło, a pocisk przy swojej prędkości mógł spokojnie rozorać pień w ten sposób. Ale – rzucił dalej ojciec w powietrze – nie za bardzo wiem co z tym zrobić, zasadniczo to przypadkiem to tylko rzuciłem i nie wiem co z tym robić. – A ekspertyza, odciski palców, badania śladów krwi w podczerwieni? – Rzucił Paweł patrząc na swoją półkę z książkami, a zwłaszcza na tę z tytułem „Kryminalistyka miejsca zbrodni, praca zbiorowa” . Tam na miejscu gówno zrobią – powiedział ojciec. – miałem dziś jechać do jednostki wojskowej, ale mi się nie chciało to pojadę rano prosto z łóżka. A do tego czasu probówy z labolatorium powinny coś ustalić. – Telefon w kieszeni ojca zawibrował, ojciec nawet po niego nie sięgnął. – Przykra sprawa – rzucił po chwili milczenia Paweł biorąc się z powrotem do kontrolera. Przed wiedźminem pokazało się gryfie gniazdo ze skarbami i zadźwięczał w powietrzu orli gwizd. – A żebyś wiedział, przykra. Tę sprawę podobno przeżył jakiś dzieciak, ale z tego co mówili był strasznie z kołowaciały i nic nie dało się ustalić. Pozostaje mieć nadzieję że jutrzejszy dzień coś przyniesie. – Geralt na ekranie właśnie używał znaku Aard strącając po uniku gryfa na ziemię i atakując serią ciosów. – A ty tata jak myślisz, kto to mógł być? – Ojciec zachrapał ciężko – Nie wiem synek, teraz to staram się o tym nie myśleć. – Geralt stał czekając na pikowanie gryfa, w zdenerwowaniu rzucił do niego „no chodź!”, i za młynkował mieczem. Nie czekał długo.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Podziel się ze znajomymi: