Uniwersum Wiedźmin – Opowiadanie „Zderzenie światów”

Projekt numer 28945, dzień testów dziesiąty – zaczął notować mężczyzna mówiąc na głos. – Ewolucja w normie, niczym nie ustępuje poprzednim. Zdolność akomodacyjna, nabłonek dobrej jakości, twardy. Nadal jest występuje problem pojawiający się od projektu numer 25468, zwiększona częstotliwość podatności na złe emocje i agresje. Obiekt pluje jadem bez powodu, odczuwa wyraźną satysfakcję z zabijania stworzeń oddawanych na posiłek, przejawia skłonności do autoagresji, a nawet otłukiwania i wysysania własnych jaj, czasem bez wysysania. Całe jego gniazdo lepi się od żółtka, nadmienić trzeba że żółtko wbrew przewidywaniom nie wysycha normalnym tempem, a bardziej przyśpieszonym, i zanika już po kilku dniach. – skrobnął jeszcze raz nerwowo mężczyzna po papierze i ziewnął. – Potrzeba więcej badań, nie wiadomo co się dzieje z elementem pierwotnym. Trzeba wyśledzić, jednak nie mamy żadnego punktu zapalnego, jakiegoś początku…
Geralt odchrząknął opierając się o blat aż zabrzęczał miecz w pochwie i zachrapał głośno przez otwarte usta. – O KURWA! – mężczyzna zaskoczony nagłym dźwiękiem wykonał gwałtowne wyprostowanie, obrócił się na krześle z z kółkami i przewrócił na podłogę z głuchym łoskotem. Geralt parsknął przez zamknięte usta na widok bezradnie machającego rękami mężczyzny. Ten uspokoił oddech na tyle by zacząć rozmowę jednocześnie powoli podnosząc się z przewróconego krzesła – Nie strasz pan, my już tu i tak nerwowi chodzimy. – Właśnie widziałem. – odparł Geralt uspokajając się trochę od duszonych w sobie spazmów. – ciekawą kolekcję sobie uzbieraliście. – Co? Ah.. tak. Stworzenia, obiekty testowe. Tak, lepsze od istot już żywych bo nie trzeba ich łapać i przymuszać. A zawsze się mogą przydać… na nieprzewidywalne. – Dokończył z trudem mężczyzna wstając, i rozcierając pośladki. Rozejrzał się chwilę po pokoju po czym usiadł na posłaniu obok biura. – Ale zaraz, kim pan jest i co pan tu robi panie… – Geralt z Rivii, jestem wiedźminem. I szukam odpowiedzi na pytania. – Powiedział rutynowo i niedbale z automatu. – Mirogod Kęcierzawicz, doktor nauk e-genetycznych, członek grupy badawczej wytwarzania i układania nowych gatunków do systemu i jednolicenia obiegu elementów pierwotnych. – Wstał na chwilę badacz i podał Geraltowi prawicę, zaraz mu jednak coś strzyknęło w plecach aż przeszył go ból. Geralt uścisnął badaczowi rękę, i pomógł mu usiąść. – No, to w czym mogę pomoc, mości wiedźminie? – zapytał Mirogod wiercąc się w miejscu i masując po po bokach. – Na początek to może posłucham czym wy się tu zajmujecie, ja nadal nic nie rozumiem co się dzieje i jak się tu dostałem więc… – Więc najlepiej jak ty zaczniesz opowiadać skąd i z czym do mnie przybywasz. – Dokończył badacz łagodnym tonem, drapiąc się po brodzie. – Potem zobaczymy co może nas łączyć we wspólnej sprawie.
Geralt odchrząknął, nie wiedząc od czego zacząć. Odetchnął parę razy, i zaczął od początku swojego zlecenia na potwory na bagnach. Wiedźmin opowiadał, badacz słuchał, kompletnie jednak nie patrząc na Geralta, oczy miał ledwie otwarte, mocno podkrążone.
Prawdopodobnie nie wyspany, albo nieśpiący już kolejny dzień jego organizm, domagał się głębokiego snu. Geralt ciągnął dalej historię z przygotowaniami, pominął co prawda wiele opisów, ale opowiedział nawet przygotowanie ekwipunku na zlecenie. Jak spacerował wieczorem brzegiem bagien, a oszalałe potwory same podbiegały pod miecz. Przy biesie i tajemniczym zniknięciu zatrzymał się chwilę, a badacz patrzył w tym momencie uważnie na każdy jego ruch twarzy, chcąc jakby wyczytać coś więcej. Potem mgła, owalne teleporty i coraz więcej potworów które mimo śmierci pojawiały się ponownie, a portale powiększały swoją ilość po każdym zamknięciu jednego z nich.
Potem wejście w jeden z teleportów, dziwne pomieszczenie i dojście tutaj do pokoju. Mirogod wysłuchał w skupieniu kiwając głową, potem wstał i podszedł do najbliższego regału. – Skąd do mnie przychodzisz Geralt? – zapytał wiedźmina przeglądając grzbiety ksiąg. – no przecież mówiłem, wszedłem w portal na bagnach… – Nie, nie to. – Przerwał badacz nie odrywając wzroku. – Jak nazywa się świat z którego jesteś? – Jestem z no, znanego… – podjął Geralt i zmarszczył brwi. – Powiedziałeś świata? – No, co tak brwi marszczysz, przecież wyraźnie mówię. – odpowiedział niedbale badacz nadal patrząc w stronę ksiąg. – To ja jestem w jakimś innym świecie? – Zapytał powoli Geralt patrząc na swoje dłonie z niedowierzaniem. – I nawet dobrze to znosisz – przyznał z powagą badacz.- większość ludzi z waszego świata miałaby problem z chodzeniem w naszym. Silniejsze ciążenie, rozumiesz. – odwrócił się twarzą do wiedźmina badacz w wyprostowanej pozycji, z jedną ręką za plecami na wysokości nerek. – Czyli to co widziałem, to była koniunkcja… – dukał powoli wiedźmin opierając głowę o dłonie. – Zderzenie światów mówisz? – przerwał badacz. – Ah, to jest pytanie. Z opisu, jakże dosadnego jednak wywnioskować muszę że, nie. To nie było zderzenie. Ale – dodał szybko widząc zakłopotanego wiedźmina – z pewnością podobnie to zjawisko wyglądało.
Nastała cisza, Geralt wciąż nie umiał odpowiedzieć na pytanie, bo nie znał innych nazw swojego świata z wyjątkiem powtarzanego „cały znany świat”, a że nie chciał wyjść na głupiego, stosownie milczał patrząc w podłogę. Mirogod zaczął chodzić po pokoju z zaangażowaniem. – Skoro sam zacząłeś o koniunkcji sfer, zapewne znasz teorie o wielu innych światach. Czy, jak w tym wypadku, sferach. – Zaczął mówić badacz powoli i dobitnie. Wszystkie światy jednak, coś musi trzymać w ryzach, i jednocześnie, że to ujmę prostym językiem, motywować do istnienia. Dawać energię, która… – do pokoju wpadło trzech ludzi z karabinami celując w Geralta – Alarm! Mamy intruza, łapać go! – krzyknął szybko jeden z nich wystrzeliwując serię pocisków. – Dość! On ze mną! – krzyknął kilka razy Mirogod, gdzie poskutkowało dopiero po chwili. – Co on tu robi żarówo, i czemu jeszcze nie siedzi za szkłem?! – rzucił ten bardziej na przedzie. – Dzięki niemu wiemy że mamy wyciek na łączach, muszę się dowiedzieć… – niczego się nie dowiesz dopóki tego barbarzyńcę nie zamkniemy, odsuń się bo i ciebie zamkniemy. – podszedł bez pytania do wiedźmina i wycelował w jego brzuch. Badacz zmienił ton wypowiedzi. Podszedł do wiedźmina – Nie puścimy cię bez sprawdzenia. – Zaczął i wbił mu igłę w ramię. – Nie broń się, szybciej zaśniesz szybciej się obudzisz. Stefan, na wózek go. – Więcej Geralt nie pamiętał, przewrócił się na pryczę badacza, i zasnął.

·

Geralt nie czuł że długo spał, w ogóle nie miał żadnych snów. Gdy otworzył oczy zobaczył tylko wymalowany na biało sufit z jedną lampą. Pokręcił głową aż zatrzeszczały kręgi, rozejrzał się. Leżał w pokoju szpitalnym. Tylko o wiele bardziej sterylnym niż pamiętał wizyty w szpitalach jakie zwiedził dotychczas. Nawet przyklasztorne lecznice mogły się chować, mimo że według jego teorii, mniszki zbyt nadgorliwie zawsze dbały o czystość.
W pokoju był sam, widział tylko duże okno i drzwi do pokoju obok niego. Same drzwi były dosyć wąskie, jednak innych okien nie było. A oprócz szpitalnego łóżka mogącego robić za materac dla króla, stoliczka nocnego również na kółkach obok nie było tu nic innego. Geralt opuścił ciężko głowę na poduszkę. Próbował zasnąć. Ze snu wytrącało go jednak coś kapiącego, obejrzał się dookoła, ruszył rękami, na prawej ręce miał igłę wbitą w żyłę i odchodzący od niej wężyk aż to dziwnej torebki wiszącej na wieszaku. Próbował wstać, nogi jednak odmawiały posłuszeństwa. Nie miał też również ubrań, nie biorąc pod uwagę dolnej piżamy, cienkiej i delikatnej, nie przyzwyczajonej do stwardniałej, szorstkiej skóry. Opadł na poduszki i rzucił w pustkę – Co się tu dzieje… – I po prostu leżał.
·

1 2 3 4 5 6 7 8

Podziel się ze znajomymi: