Uniwersum Wiedźmin – Opowiadanie „Zderzenie światów”

Nie minęło wiele czasu, gdy do pokoju wtoczył się badacz Mirogod, w rękach i pod pachami trzymający naręcza segregatorów i zwiniętych papierów – O, obudziłeś się. To dobrze, ułatwi to rozmowę. – położył wszystkie dokumenty na drugim posłaniu i podszedł do Geralta. – Co mi zrobiliście… – dukał powoli wiedźmin ale badacz nie dał sobie przerwać. Palcem nakazał milczeć, wyciągnął zwykły długopis i zanotował coś w swoim notatniku. Uwadze wiedźmina to nie uszło. Cały czas patrzył się w długopis. – Co, u was pewnie jeszcze gęsich piór używają… – rzucił badacz ale tonem bez pytania. Geralt nie odpowiedział. – Dobra, zakończmy to wszystko, zanotujmy, badany Geralt z Rivii, z wykształcenia, tu zanotujmy, określił sam siebie wiedźminem. Popatrz na to – powiedział i zaczął wodzić długopisem w powietrzu w lewo, prawo, do góry i na dół. – odruchy gałek ocznych w normie… – Mirogod przesunął długopisem do przodu i do tyłu przed oczami – akomodacja oczu prawidłowa. – poświecił latarką z tyłu długopisu w oczy wiedźmina.
Co robisz, uważaj! – krzyknął wiedźmin odruchowo kręcąc głową. – kontrola źrenic ponad normę, kwestia zmutowanych genów. – badacz ukuł wiedźmina w łokieć, aż podskoczył – co jest… – rzucił szybko Geralt, ale już pojmował w czym rzecz. – Odruchy warunkowe w normie. Wnioski, istota jest człowiekiem posiadającym dodatkowe cechy nabyte na przestrzeni mutacji. Mutacje te, wnioskuję po cechach, musiały być niezwykle bolesne, jednak obiekt przeżywając ich proces potrafi nad nimi panować. Skutki uboczne, zanik pigmentu i wieczna mutacja gonad uniemożliwiająca posiadanie dzieci. Prawdopodobnie również część badań, żeby uniemożliwić zmutowanym dalsze powielanie mutacji również samorzutne, co mogłoby przyczynić się do komplikacji i błędów genetycznych. Koniec wpisu, data, godzina, etc cetera. – skończył pisać raport badacz i odłożył dokumenty na półkę.- No, to jak się czujemy? – Bywało lepiej… – rzucił Geralt patrząc w sufit.
– Najważniejsze że po wszystkim. Widzisz, u nas szefostwo jest nerwowe, a przy tylu obiektach się im nie dziwię, więc boją się nieznanego. A takich dla bezpieczeństwa albo zabić albo poznać i dopiero stwierdzić co i jak. Ale już wpisałem do akt że jesteś w normie, no, pomijając liczne mutacje i twoje zdolności. – Mirogod wstał i podszedł do nóg wiedźmina, kując je długopisem. – No, teraz musisz wstać, długo leżałeś to zastały ci się mięśnie. Już, do góry, podnoś się, a ja ci to zdejmę za chwilę. – Badacz pomógł wiedźminowi usiąść na posłaniu.
Tak więc wpis do akt w naszym świecie masz, żadnych dodatków nie wprowadzaliśmy, jeśli nie wierzysz mogę cię na rentgena wziąć. Oprócz standardowych organów nie masz nic nowego. – uśmiechnął się. – W każdym razie masz już spokój. – I nastała cisza, przerywana szumem wentylatorów. Geralt rozejrzał się po pokoju – Gdzie moje rzeczy? – A, tak, rzeczy osobiste… – pacnął się w czoło badacz, wstając do jednego z białych kuferków. – Masz, to twoje. Czyste i wyprane. Miecz niestety w depozycie, ale jak będziemy iść razem to go wezmę i oddam. – Dokończył podając ubrania wiedźminowi. – Jak to razem, dokąd chcesz iść? – powiedział do badacza. – No w końcu musimy unormować zjawisko w twoim świecie, które pozwala na przejście między światami. Dlatego tu jesteś, prawda
Najpierw jednak, wybacz mi, ale muszę wszystkie niejasności wytłumaczyć. Wiesz, jak na początku tego nie zrobię, to potem zaśmieca głowę i ciężko się myśli nad innymi sprawami. – Najpierw musimy dojść jednak do podstaw, nie odpowiedziałeś mi jak nazywa się twój świat. – Bo nie wiem – odpowiedział szybko wiedźmin mocując się z klamrami pasa i ściągając spodnie od piżamy. – U nas nie mamy nazwy własnego świata, po prostu znany świat, nic więcej. – Ehhh, nie dobrze. To komplikuje sprawę. – stwierdził i podrapał się badacz za uchem. – Na czym to skończyliśmy poprzednią rozmowę… – Na tym że coś mi podałeś i straciłem przytomność. – odpowiedział Geralt zakładając skórzane spodnie – Tak, tak, ale wcześniej.. hmm coś kojarzę… – zmarszczył czoło w zadumie i schylił głowę – A tak, na koniunkcji sfer i na energii! -Z przesadną euforią machną ręką do góry. Geralt zaczął się zastanawiać czy nie rozmawia z wariatem, ale odpuścił i po prostu słuchał dalej. – Sfera jest utrzymywana w ryzach za pomocą swojej energii, Tak. Energia ta jednak, nie jest przypisana do jednego konkretnego miejsca na kuli a przepływa, zależnie od potrzeby lub odpływa zależnie od jej zużycia. Ale nigdy nie ginie, jak to w przyrodzie. Badacz zrobił poważną minę i zaczął machać w powietrzu długopisem, wyglądało to dosyć śmiesznie. – Ponieważ energia, znaczy tfu, kruca fuks – badacz przeklął dziwnie – Magia tak, ponieważ magia przepływa z jednego miejsca do drugiego, taki cug czasami można wyczuć, tak samo jak jej ciśnienie kiedy już dotrze do jakiegoś zbiornika zwanego wtedy… – Intersekcją. – dokończył Geralt wolno i dobitnie, czując lekkie zdenerwowanie. Badacz otworzył szeroko oczy. – To ty wiesz co to są intersekcje?! – prawie krzyknął ze zdziwienia. – mmm, no tak jakby, liznęło się trochę wiedzy… – speszył się Geralt zbity z tropu. – Ale do rzeczy panie Mirogodzie, bo czas nagli. – Tak, tak, na czym to ja… intersekcje, aha. Taka intersekcja, jest jak naczynie. Tym bardziej można ją wyczuć im większe jej ciśnienie, znaczy tfu, stężenie mocy magicznej. Czerpiąc z mocy można wykorzystać jej magię do wielu różnych celów w twoim świecie, jednak nie wszystkie istoty mogą panować nad tego rodzaju energią. Znaczy tfu, magią. Nadal jednak do dziś nie odkryliśmy praw związanych z panowaniem nad tym, trudno, może kiedyś… – zasępił się badacz. Geralt przypomniał sobie nagle że magia jaką może się posługiwać została mu dana właśnie w czasie mutacji, ale nic nie powiedział. Milczał i czekał, siedząc na posłaniu.
Wracając do tematu, wasi czarodzieje mogą czerpać z intersekcji żeby zwiększać swoje moce energety, tfu, kruca, znaczy, magiczne. Przenoszenie gór, zrzucanie piorunów, i inne bajery. Ale natura też potrafi czerpać z tych źródeł. Intersekcje są źródłem energii witalnej, znaczy tfu, esencji magicznej. Im więcej stworzenie ma energii i wigoru, tym zdrowsze i silniejsze się staje, tu akurat różnic między światami nie ma wiedźminie, prawda? – Geralt pokiwał głową. – No widzisz. Mamy więc puszcze rosnące na intersekcjach mając piękne dęby, czy mocne cisy. Mamy czarnoziemy, doskonale nadające się do upraw, mamy w końcu konflikty interesów tak na froncie dwóch ludzi jak i ludzi z innymi zwierzętami. Czasami owocem konfliktów są morza trupów, a nawet najbardziej głodny padlinożerca w końcu nie będzie miał sił dalej jeść. Dalej mamy życie w waszych miastach gdzie ludzie mrą od zarazy. Kontakt wzbroniony, ktoś to musi posprzątać. – I tu wchodzą potwory, które wytworzone w waszych laboratoriach z dobroci serca i wiary w ideały dbają o czystość i piękno natury. – dokończył wiedźmin powoli wstając i rozciągając się. – Nie rozumiem po co ten sarkastyczny ton wiedźminie. – Owszem, Leszy który trzyma się swojej intersekcji i broni dostępu do najlepszych drzew w puszczy jest potworem, który zabija. Ale my nie bronimy ludziom zabijania potworów. – dokończył szybko badacz patrzą wiedźminowi w oczy. – Tworzycie potwory po to by ktoś je zabił, to po co je tworzycie? – wiedźmin zaczął spacerować po pokoju prostując kości. – Dla utrudnienia. – powiedział szybko badacz. Geralt odwrócił się, nie dowierzając. – Co? – Tak, dobrze słyszałeś.
Żeby utrudnić ludziom dostęp do najlepszych surowców. Tak jak powiedziałem wcześniej, nie wiem czy raczyłeś mnie słuchać. Przyroda nie znosi próżni. Gdzieś magia jest, a gdzieś jej nie ma, więc czasami magia odpływa z jednego miejsca do drugiego, bardziej chłonącego magię. Tak samo surowce, najlepsze dęby dzisiaj są, a jutro zostaną ścięte na statki, okręty, czy bogate domy. I dębów nie ma. Tak samo czarnoziemy, jeśli bez ograniczeń będą uprawiane, szybko się wyjałowią i przestaną obficie rodzić z nasion. Stąd więc mamy strażników intersekcji, znaczy się potwory. Bo gdy ktoś chce narąbać dobrego drewna, a wie że z lasu ludzie rzadko żywi wracają bo ich leszy zabije, nie jeden się rozmyśli. W ten sposób intersekcja starczy na dłużej, las ma więcej czasu na odrodzenie, a jeden dąb ścięty na ileś tam lat ma o wiele większą wartość niż jakby ściąć wszystkie naraz. Rozumiesz wiedźminie? – Geralt słuchał łapiąc się za głowę. Dotychczas był wiedźminem nauczonym by zabijać potwory szkodzące ludzkiemu istnieniu, tu się okazuje że potwory nie szkodzą, nawet jeśli… – A powiedz mi badaczu, co z tymi co atakują ludzi, i dzieci, na traktach i gościńcach. Co z biesami, które zapuszczają się do wiosek zabijając dla zabawy. Nie raz widziałem proste potwory, które na równi z ludźmi, mordowały bez potrzeby w okrutny sposób. – wycedził z satysfakcją Geralt, czując dumę w głosie. Badacz pokręcił głowę, mrużąc oczy. – Entropia energi.. wróć, magiczna – poprawił się Mirogod. – nie jesteśmy niestety w stanie przewidzieć wszystkiego. Jak to z wyższością raczyłeś zauważyć tworzymy te potwory, w oparciu o ener.. tfu, siłę magiczną. Ale nie jesteśmy w stanie tego zaprogramować. Nie którym potworom zostawionym samopas z własną wolą zwyczajnie szkodzi dobrobyt, i zaczynają działać na własne konto. Oczywiście umierają, jednak w ich przypadku śmierć to kwestia różnic w definicjach moich i waszych, waszego świata i waszego postrzegania życia. Pamiętam jak opisałeś roztapianie się biesa na bagnach. Normalnie zaprogramowaliśmy, jeśli tak to mogę nazwać, obieg, cyrkulację jednostek elementarnych potworów w waszej przyrodzie. Tam gdzie intersekcja, tam potwory nie jako się odradzają, bo po to, te cząstki są. Na tym polega śmierć potworów waszego świata, na rozbiegnięciu się jego cząstek na wszystkie strony, tak jak i innych potworów w innych miejscach. Następnie zbierają się w miejscach silnych energ.. tfu, magicznie, a im większe nagromadzenie cząstek, tym więcej i szybciej ułożą się w zaprogramowaną strukturę. A później siłą magii z intersekcji, teleportują się na powierzchnię, i bronią jej, czując więź z nią. A ta więź istnieje, bo to dzięki niej.. – złożyły się do kupy i istnieją w całości. – dokończył Geralt.
Badacz kiwną głową. – Wtedy nowa intersekcja oddziałuje na istoty dookoła, polepsza ziemię, wzbogaca drzewa które rosną mocne i silne, a bies chroni przed rwaniem jej efektów szybko i na rym pał. Dzięki potworowi proces jest powolny i bardziej przemyślany, a ostatecznie zawsze można biesa zabić. Bo dzięki magicznej entropii bies może dojść do własnych przemyśleń, wyjątkowo prymitywnych, można rzec. Ale nie tylko bies jest na to podatny, a ogólnie istoty żywe, czasem nawet samoświadome, jak ludzie. Bo skoro mają do dyspozycji własną siłę i moc, i nikt nie jest w stanie ich pokonać, no to hej, hulaj dusza piekła nie ma! – Rzucił głośno badacz w teatralnej dramaturgii.
Za oknem pokoju dwóch innych laborantów aż obróciło głowy. Postali chwilę, i poszli dalej. – I tu wchodzicie wy, wiedźmini. – dokończył grzecznie Mirogod. Geralt załamał się całkowicie – Nie… i my też od was… – Nie nie, co to to nie. Czy ja mówiłem że my was stworzyliśmy? Nie, absolutnie nieprawda.
Zresztą – dodał spokojnie – po co mielibyśmy badać twoje możliwości, skoro byśmy cię znali… Ale jak są inne światy, tak są i inne istoty, niektóre nie mniej inteligentne od nas. Paru mądrych ludzi z waszego świata stwierdziło, że potwory to problem i trzeba stworzyć rozwiązanie. No i stworzyli rozwiązanie, które właśnie siedzi przede mną i zastanawia się co myśleć o tym wszystkim, dobrze mówię, hę? – Geralt nic nie powiedział, skinął tylko głową ze wzrokiem wbitym w podłogę. – Kluczem waszej aktywności, skądinąd prostej, można by rzec, prostackiej, jest adaptacja. Analizujecie potwora z którym macie się zmierzyć i dostosowujecie swoją taktykę właśnie pod niego, stąd mutacje, odwary i eliksiry razem z petardami. – Geralt zasępił się przypominając sobie co mówił Vesemir na wykładach o potworach i w jaki sposób sam zaczynał dochodzenie.
I słusznie, bo samostanowienie potworów robi to samo. Oczywiście jednak, z punktu widzenia prostych ludzi, im więcej wiedźminów tym mniej potworów. Nie będę tego oceniał, bo tu jest kolejna sprzeczność, acz przyznaję prawdziwa. – ciągnął dalej, nie zwracając uwagi na wiedźmina, który zaczął tylko mechanicznie kręcić głową. – Czas na odrodzenie obiektu.. znaczy się tfu, potwora, jest ograniczony przepływem magii między intersekcjami. A te uzależnione są od przyrody i zmian ziemskich waszego świata. Powiedzmy że zabity bies odrodzi się wraz z nowo powstałą intersekcją, która akumulowała magię przez wieleset lat, jakieś pięćset lat po swojej ostatniej śmierci, według waszej definicji. Czyli żaden człowiek waszego świata, ani nawet większość czarodziejów, nie zauważy tego zapętlonego cyklu.
Wiedźmini tutaj, im będzie więcej potworów, tym mniej będą mieli pracy w przyszłości. Ale to nie znaczy że ta praca nie będzie potrzebna dalej. Ponieważ wasza rachuba czasu jest ludzka, cykl i dla was jest niedostrzegalny. Zresztą komu by się chciało czekać kilkaset lat by ponownie biesa zabić, i dobrać się do jego matki intersekcji. Tu wchodzi już dedukcja i hipotezy. Z nadmiaru wiedźminów i coraz mniejszej ilości potworów, ludzie zwrócą się przeciwko wiedźminom – Geralt nagle zacisnął mięśnie warg, twarz mu stężała – będą rzezie, ktoś znajdzie sposób by pokonać niepokonanych, a przeżyją ci co się dostosują, lub ukryją. Potem minie parę pokoleń spokoju, wszyscy zapomną o jednym i o drugim, i kiedy przeszłość odejdzie w zapomnienie, wtedy o sobie przypomni.
A ponieważ nikt nie będzie wiedział jak z tym walczyć, na początek zacznie się unikanie tych miejsc, potem analiza problemu, jego rozwiązanie, utworzenie nowych wiedźminów albo znalezienie sposobu. Wszystko działa, każdy jest zadowolony, a energia nie jest zużywana na byle fanaberie czy gwoli zabawy. I tak dalej, i tak dalej – Mirogod zakręcił długopisem parę razy okręgi w powietrzu. – I to by było na tyle.
Dlaczego więc – zaczął powoli Geralt dochodząc do siebie – w miejscu z którego przeniosłem się tutaj to wszystko było dzikie, szybkie i nie zachowywało się jakby robiło to z dobroci serca? – wycedził powoli wiedźmin. – Cóż, w pewnym okresie czasu, wszystko może ulec wypaczeniu. Komórki mutują do rakowych, pojawiają się choroby, człowiek zamiast pielęgnować życie zaczyna zabijać dla zabawy a nie tylko w kwestii przetrwania. Energia też ulega wypaczeniom. I tak musiało być w twoim przypadku. – Dokończył powoli badacz.
Geralt pokręcił głową – Wszystko pięknie, ale jak mówisz, intersekcje same z siebie nigdy się nie aktywują. Musi być ktoś kto energię czerpie, a czy to jest potwór czy jakiś czarodziej, nie ma znaczenia. Dlaczego więc doszło do aktywacji spaczonej intersekcji? – Badacz zasępił się – Co do tego, nie mam pewności, ostatnio nawet my mamy z tym problem. – z czym do diabła znowu macie problem? – Badacz westchnął, spojrzał w okno pokazujące korytarz. – Z wypaczeniami. Nie wiemy co je aktywuje, a ja mogę się jedynie domyślać bez dowodów – No to domyśl się i powiedz mi o co może chodzić. – Mirogod pokręcił głową – chodzi o pole energ… tfu znowu, aurę magiczną. Wiesz co to jest, podobno to wyczuwasz – Geralt kiwną głową. – W Polu aury magicznej mogą być dwa kierunki, jedne się odpychają, a drugie przyciągają reagując na swoją obecność we wzajemnym polu. Ty, wiedżminie wyczuwasz aurę, bo sam aurę posiadasz, ale ona jest normalna, nie wypaczona.
Spaczona intersekcja jest tego przeciwieństwem, jak zdrowe komórki do komórek rakowych i jak dwa końce magn.. tfu, magicznego kija. Myślę że gdy istota o zdrowej aurze, podchodzi do zdrowej intersekcji, nic się nie może dziać nieprzewidywalnego, można nawet nauczyć się czerpać z takiego źródła, bo nie zareaguje, a swoją magię posiada. Natomiast gdy zdrowa aura, dodatkowo tak silna jak twoja… – Geralt podniósł brwi – No, no, nie potrzebujesz skromności. Masz w sobie silną aurę magiczną, nie musisz tego ukrywać. Do rzeczy więc, kiedy silna zdrowa aura, spotka się z wypaczoną, może nastąpić jej auto aktywacja. W drugą stronę to też możliwe, ale zdrowa aura nie jest nieprzewidywalna, jest zdrowa, ale posiadając magię jest źródłem.. dla aury przeciwnej. – To znaczy że aktywowana intersekcja wysysała moc magii…ze mnie? – Geralt myślał że się przesłyszał.
Mirogod kiwnął głową – Do tego by się to sprowadzało. A ponieważ została aktywowana i jest nieprzewidywalna, mogą się dziać różne dziwne rzeczy dookoła niej, zależnie ile mocy magicznej siedzi w danej intersekcji. I to może wyjaśnić szybsze ożywanie potworów, podwajanie portali za każdym zamknięciem, czy coraz większy szał potworów, dosłownie odurzonych ilością wpływającej do nich mocy magicznej. Spaczonej, dodajmy do tego. A skoro oszalałe potwory są pełne spaczonej magii, atakują bardziej wściekle i dają się głupio szlachtować w szale mordowania. – Dokończył kolejny raz Geralt kiwając głową, Badacz kiwną również. – A więc wszystko jasne, winę za wszystkie problemy w okolicy bagna, gdzie dostałem zlecenie ponosi wypaczona intersekcja, która może się taka stać w takim samym stopniu co portal czarodziejów ulegający wypaczeniu i zakrzywieniu gdy zostawić go samemu sobie na długi okres czasu. Ponieważ, nie wiem jednak jak walczy się z intersekcjami, pozostaje nam chyba polubić nowo oszalałe czy odrodzone potwory, a okoliczną wioskę wyludnić. – Wydedukował Geralt na końcu.
Nie, na szczęście nie jest tak źle. Zawsze możesz wyczerpać daną intersekcję, energia powinna ulecieć w innym kierunku i wypełniać inne miejsca magii, a w danym miejscu powinien być już spokój. Tylko że i okoliczna fauna i flora odczuje skutki braku dodatkowej energii witalnej. To nie ma znaczenia – przerwał wiedźmin – dopóki giną ludzie, trzeba zrobić wszystko by to przerwać. Problem jest to że, jako wiedźmin nie potrafię czerpać z intersekcji, a wątpię żebym znalazł czarodzieja chętnego na to zlecenie za kilkadziesiąt koron. – Geralt zamyślił się siedząc na posłaniu. Przez dłuższą chwilę siedzieli w milczeniu.
No, ja mogę z tobą pójść… – odezwał się cicho i niepewnie badacz. Potrafisz czarować? – zdziwił się znowu Geralt – Niee, ale pewnie to nie ma znaczenia, w twoim świecie może bym umiał. A jeśli nawet nie, zawsze można użyć artefaktów do wypełnienia, w żargonie nazywa się je – … słoiki – dokończył wiedźmin. – Więc chcesz wyssać energię ze spaczonej intersekcji, albo zamknąć ją w jakimś słoiku, mam rację? – hmm no tak by było. Albo wyciągnąć z laboratorium jednego strażnika, i jemu kazać wchłonąć całą spaczoną intersekcję. – ale czy to nie znaczy że od niej… – Tak, od nadmiaru magii może mu się pomieszać w głowie, zwłaszcza od spaczonej. – Nastała kolejna cisza. – To jakiego potwora proponujesz? – rzucił wiedźmin pytającym wzrokiem do badacza. Nie odpowiedział.

·

1 2 3 4 5 6 7 8

Podziel się ze znajomymi: