Recenzja: Railway Empire – bileciki do kontroli

Wielu fanów gatunku już od dnia zapowiedzi Railway Empire zastanawiało się, czy produkcja dorówna hitom takim jak Railroad Tycoon bądź Sid Meier’s Railroads. Nie jest czymś zaskakującym fakt, że poprzeczka została wysoko zawieszona. Jednak wiedząc, że za tytuł odpowiada studio Gaming Minds Studios mające na koncie chociażby strategię Patrician IV można było zaufać, że nowe dzieło o stalowych potworach nas nie zawiedzie. O tym czy nasze nadzieje się spełniły możemy przekonać się już od 26. stycznia 2018, czyli wraz z datą premiery Railway Empire.

Wszystkie drogi prowadzą do zabawy

Gra wita nas menu startowym gdzie w oczy rzuca się od razu mnogość możliwości. Oprócz tych oczywistych jak WCZYTAJ, OPCJE czy ZAKOŃCZ, mamy aż 4 sposoby na poprowadzenie rozgrywki. Oprócz przewidzianej standardowo przez twórców kampanii, możemy pobawić się także w trybie Scenariusze, w Trybie dowolnym oraz w trybie piaskownicy. Pozwolę sobie przejść najpierw do ostatniego, jako że jest on dobrą alternatywą dla mocno niedopracowanego i mylącego tutorialu występującego na początku kampanii.

Tutorial przekłamuje w wielu miejscach. Każe wciskać nie te przyciski co należy i generalnie jest niedopracowany. Z pomocą przychodzi tryb piaskownicy.

 

Tryb piaskownicy oferuje nam zabawę w niezliczonej liczbie miast na terenie USA, ponadto nie musimy zważać na czas oraz pieniądze, a także na konkurencję. Wszystko to z prostej przyczyny – w Piaskownicy elementy te nie istnieją. Nie uświadczymy tu też zadań do wykonania tak, jak ma to miejsce w pozostałych trybach.

Kampania oferuje 5 rozdziałów i wprawne oko dostrzeże tu potencjał wkomponowania w grę przyszłych DLC. Wybierając tę wersję rozgrywki dostosować będziemy mogli jedynie sposób, w jaki działa pauza. Może ona więc występować tylko w momentach budowania lub jako pauza aktywna – jednak wtedy gra zabierze nam punkty na końcu rozdziału. Wybierając moduł Scenariusza, do zmiany dostaniemy nieco więcej ustawień, a Tryb dowolny to już w zasadzie nieograniczone możliwości. Gracz może ustalić takie parametry jak: kapitał na start, ilość konkurentów, poziom AI, tryb pauzy, ceny biletów czy rodzaj sieci kolejowej. Te ostatnie ustawienie jest bardzo ważne, gdyż może znacznie ułatwić bądź utrudnić rozgrywkę.

Zderzenie czołowe

Wybór rodzaju sieci kolejowej umożliwia pójście na łatwiznę. Oznacza to, że budując tory nie musimy brać pod uwagę zwrotnic czy torów bocznych, które eliminowały by ewentualne spotkania nadjeżdżających z obu stron pociągów. Wystarczy wybrać opcję łatwą, a pojazdy będą przez siebie przejeżdżać niczym duchy. Chcąc pobawić się w prawdziwego tytana PKP, ustawiamy wersję realistyczną i zawiadujemy każdym z przejazdów. Jeśli nie dopilnujemy prawidłowego zarządzania rozjazdami, to pociąg po prostu nie wyruszy wiedząc, że jego tor jest zajęty przez inną maszynę. Ustawienie to, jak i te dotyczące poziomu sztucznej inteligencji to bardzo dobre posunięcie. Sprawia, że w grze odnajdzie się gracz niedzielny, jak i ten hardkorowy.  

Choć ciężkie chmury zawisły nad przejazdem, to obyło się bez kolizji.

Co prócz torów?

Niewiele nowego można wnieść do gier takich jak ta. Wybieramy miasto z którego zaczynamy budowę sieci kolejowej, do tego dopasowujemy postać, która będzie nas reprezentować, budujemy pierwszą stację, łączymy ją z inną, kupujemy pierwszy pociąg i ruszyła maszyna. Miasta mają potrzeby, więc do naszej sieci dołączamy porozrzucane po mapie przedsiębiorstwa czy rolników oferujących zasoby. Jeśli braknie nam firm, możemy je także sami wybudować, rozbudować, ulepszyć. Tak samo ulepszamy stacje i kupujemy coraz lepsze parowozy. Rozwijamy też technologię dzięki czemu są ona coraz bardziej niezawodne.

W naszych staraniach przeszkadzać nam będą konkurenci, którzy są zabawnie wredni i uszczypliwi. Potrafią ukraść nam plan jakiejś technologii, a nawet cały wagon. Podkupić pracownika, a nawet napaść na skład. Nie omieszkają także poinformować Cię, że nawalił Ci pociąg i że masz złą prasę. Z konkurencją można się też dogadać. Kupić udziały, pobawić się obligacjami, a nawet połączyć spółki mając odpowiednio duże środki.

W gazetach prócz lokalnych doniesień o nas samych jak i konkurentach, znajdziemy wiele artykułów odnoszących się do aktualnego przekroju czasowego w którym gramy.

Radość odkrywania

Gra jest generalnie dość mocno rozbudowana, ale wszystkie jej tajemnice można doskonale przejrzeć w czasie około 5-7 godzin grania w zależności czy mieliśmy już do czynienia z podobnymi produkcjami. Sama jednak gra wciągnie nas na setki godzin. Wróćmy do tego, co miałam na myśli pisząc o rozbudowaniu – otóż nie tylko wielkość map, ale i wszelkie wplecione w grę możliwości. Na przykład wybór postaci, którą kierujemy pozwoli nam na zgarnięcie dodatkowych bonusów, tak więc wybierając doktorka Murphy’ego co miesiąc dostaniemy dodatkowo 20% punktów innowacji. Będziemy mieli możliwość wziąć udział w aukcjach prowadzonych przez konkurentów, gdzie wystawiane są na przykład naprawdę dużo tańsze maszyny.

Wszystkie nasze miasta i ich rozwój możemy śledzić na odpowiednich planszach. Tak samo z resztą jak nasze przychody, zadania, obligacje, stan pociągów, pracowników i szeroko pojętą ekonomię. Prócz naszych wyników możemy także zerknąć na wartość spółek konkurentów. W grze jest dużo takich szczegółów, co bardzo mi się odpowiadało.

Statystyki naszej firmy cieszą oko, jednak porównanie ich z konkurentami potrafi zabrać radość z zabawy – bardzo łatwo jest zostawić ich daleko w tyle.

Jak się tego słucha, jak się na to patrzy?

Krótka odpowiedź: dobrze. A dłuższa? Muzyka wydaje się być zbiorem utworów czasów, w których toczy się akcja gry (lata 1830-1910) Wyczuwam tu dużo elementów nazwijmy to „redneckiej muzyki preriowej” co nadaje grze duszy. Jednak nie są to kawałki, które będziemy nucić jeszcze po ukończeniu gry. Dźwięki pociągów, a przede wszystkich gwizdy, które z siebie wydają są świetne i brzmią potężnie czyli tak, jak powinny. Szczególnie dobrze wypada dubbing postaci naszej jak i wszelkich konkurentów. Nie trafiłam w grze na głos, który by mnie zraził. Mnóstwo świetnie wykonanych, satyrycznych sformułowań cudownie umila rozgrywkę.

Z grafiką jest podobnie. Modele maszyn są dopracowane zarówno w parowozowni (czyli w momencie zakupu) jak i gdy jeżdżą już po torach. Otoczenie grafika w formie natury jak i budynków spokojnie zdaje egzamin jak na grę, w której liczy się przede wszystkim strategia i ekonomia. Fajnie, że choć nie dostaniemy trybu dnia i nocy, to po mapie chodzą chmury burzowe, które potrafią zmienić wygląd otoczenia, a także samą atmosferę gry.

Railway Empire to nie tylko pierwsze bryczki przypominające drezyny, ale i dieselowe potwory. Wszystko w zależności od tego, w jakim okresie czasu chcemy rozegrać grę.

Jak się w to gra

Zdecydowanie wygodniej dysponując padem. Pad od Xboxa sprawdził się tu o wiele lepiej (bo wygodniej) od połączenia klawiatury i myszy. Gałki działają przyjaźniej w roli operatorów kamery niż kombinacje klawiszowe. Samych klawiszy nie możemy też przesterować. Musimy nauczyć się grać w takiej konfiguracji, jaką preinstalował producent. W istocie wygoda takiej konfiguracji to sprawa subiektywna, jednak ja bardzo ubolewam, że nie miałam możliwości przystosowania kapsli pod siebie. Wstawianie budynków, torów i wszelkie tego typu machinacje nie wydają się też zbyt intuicyjne. Dobre 2 godziny możecie spędzić na zaznajamianiu się i przyzwyczajaniu do sterowania, zwłaszcza że (jak wcześniej pisałam) z tutorialu się tego raczej dobrze nie nauczymy. Jednak po opanowaniu tego cokolwiek nienaturalnego sterowania gra się już przyjemnie zwłaszcza – podkreślę raz jeszcze – z użyciem pada.

Biznes klasa czy ekonomiczna?

Pomimo kilku potknięć, które mogą (choć nie muszą) zostać uratowane aktualizacjami, Gaming Minds Studios wykonało niezłą robotę. Skąd taki ostateczny wniosek? Gra o pociągach potrafiła zainteresować kobietę, która nienawidzi strategii. Wystarczy? Jeśli nie to z pewnością do tytułu powinien przekonać fakt, że nieprędko nas on nudzi. Jest w nim pewna powtarzalność (przecież pociągi nie zaczną latać), jednak osadzenie rozgrywki w kilku przedziałach czasowych burzy monotonię. No i gra robi swoje – mimo niezbyt dużej trudności chce się grać dalej. Nie czujemy oddechu konkurencji na karku (przyjemniej nie czujemy go grając na niskim AI), jednak gra ma syndrom „jeszcze tylko godzinki”.

W trakcie jak gramy miasta się rozrastają, a co za tym idzie wzrasta też populacja.

 

Dobrze napisane i zdubbingowane postaci, wierne oddanie historycznych modeli pociągów, niezła grafika, rozbudowany interfejs oraz zatopienie wszystkiego w realiach kiedy postawały pierwsze stalowe giganty w zupełności mnie do siebie przekonały i uważam, że gra powinna dostać szansę nie tylko od wielbicieli pociągów oraz strategii, ale jak widać po moim przykładzie – od szerszego grona graczy.


Werdykt: 7/10

 

Dziękujemy firmie CDP.pl za dostarczenie klucza recenzenckiego.

Podziel się ze znajomymi: