Recenzja: Thebit Opus #1 – klasa sama w sobie

Opus_1_3W ostatniej recenzji wspominałem o Opusie #1 jako o produkcie, który pozwolił firmie Thebit stać się marką rozpoznawalną na rynku hi-fi audio. Wcale się temu nie dziwię – nie ma wielu firm, które debiutują, wprowadzając produkt od razu do najwyższego segmentu danego rynku. A taką właśnie firmą jest Thebit – Opus #1 to urządzenie, które bezsprzecznie można uznać za hi-end wśród DAP-ów (cyfrowych odtwarzaczy muzycznych). 3000 złotych za przenośny odtwarzacz audio to – bądźmy szczerzy – kwota bardzo duża. Większość osób zapewne nie zdaje sobie sprawy, że „odtwarzacz MP3” może kosztować więcej niż 500 złotych, a wolne trzy tysiące wydałoby raczej na iPhone’a 6s albo całkiem przyzwoity zestaw kina domowego. Niemniej – „odtwarzacze MP3” za 3000 złotych istnieją i, jak się wydaje, mają się całkiem nieźle. Jeden z nich, czyli właśnie Opus #1 firmy Thebit, przypadł mi jako produkt do zrecenzowania. W trakcie tej recenzji spróbuję odpowiedzieć nie tylko na pytanie, czy Opus #1 to model udany, ale też czy inwestowanie tak zawrotnej sumy w odtwarzacz plików muzycznych ma w ogóle sens.

Odsłuchy przeprowadzałem, korzystając z plików o bardzo różnorodnej jakości: od MP3 320kbps, przez 44,1 kHz/24 bit, 96/24 i 192/24, aż po DSD 2,8. Utwory reprezentowały głównie jazz i muzykę klasyczną, a także metal progresywny i rock.
Używałem dwóch wersji firmware: 1.10.27 oraz 1.11.06 (ewentualne różnice dźwiękowe były bardzo nieznaczne i nie wpływały na ogólny charakter brzmieniowy, toteż nie opisywałem ich). Przez większość czasu poświęconego na odsłuchy korzystałem z słuchawek Creative Aurvana Live! rev.1, rekablowanych symetrycznie Sonelone 3014 – modelu nietrudnego w napędzeniu, ale o olbrzymim potencjale, który bardzo dobrze i czule reaguje na poprawę jakości źródła. Oprócz niego, używałem również Phillipsów SHP 5401, rekablowanych symetrycznie Canare Starquad, modelu o cenie dziwnie niskiej w porównaniu do ceny odtwarzacza, niemniej powszechnie uważanego za przewyższający o kilka klas swoją półkę cenową.

Idea i charakterystyka hi-end DAP oraz cechy szczególne Opus #1

Opus_1_4Opus_1_6„Odtwarzacz MP3” to określenie, które konsekwentnie umieszczałem w cudzysłowie. Nie oddaje ono zbyt dobrze tego, czym w rzeczywistości przenośne odtwarzacze muzyczne wysokiej klasy są. Otóż jedną z podstawowych funkcji każdego takiego urządzenia jest możliwość dekodowania i przetwarzania formatów muzycznych bardzo wysokiej rozdzielczości i gęstości; dla zobrazowania ogromu kontrastu wystarczy zestawić ze sobą wielkości poszczególnych plików audio. Trzyminutowy plik MP3 zajmie kilka megabajtów przestrzeni dyskowej, taki sam plik bezstratny 24bit/ 44kHz to już ok. 30 MB, 24/96 – ok. 60 MB, 24/192 – ok. 90 MB. Radosny DSD 2,8 MHz zajmie np. 120 MB (czyli już kilkanaście razy więcej niż plik MP3). To porównanie dość dobrze wyjaśnia, czemu poważne nazwanie Opus #1 „odtwarzaczem MP3” mogłoby obrazić i jego producentów, i jego nabywców.
Oczywiście hi-end DAP oprócz samego odtwarzania formatów audofilskich ma je też należycie przetwarzać – a do tego potrzebne są podzespoły odpowiedniej jakości (i wielkości: hi-end DAP-y nigdy nie są malutkich rozmiarów). Zaraz przyjrzymy się podzespołom Opusa #1, ale wcześniej jeszcze o hi-end DAP-ach jako takich.
Taki sprzęt powstał w zasadzie w jednym celu: zapewnienia możliwie najwyższej jakości dźwięku przy zachowaniu pewnej dozy mobilności. Nie oszukujmy się: tego typu DAP-y mają po prostu brzmieć. Ktoś, komu w ogóle nie zależy na jakości dźwięku, w ogóle nie powinien się tym segmentem rynku interesować. Nie oznacza to, że jest on zarezerwowany wyłącznie dla najbardziej wytrawnych audiofilów. Jeśli jakość dźwięku jest dla nas ważna, a przy tym potrzebujemy miejsca na dużą bibliotekę muzyczną, inwestycja taka może zostać potraktowana jako zakup typu „raz a dobrze”; „nic więcej już mi do szczęścia nie potrzeba”. Hi-end DAP stanowi w końcu fantastyczną bazę do napędzania najróżniejszych słuchawek i bawienia się w wysokiej klasy audio mobilne. Może też służyć jako domowy dysk-źródło z mnóstwem albumów, podłączany i do pełnowymiarowego audio, i do mniejszych zestawów.
Teraz o samym Opusie #1: urzekła mnie jego specyfikacja w obliczu możliwości. Naprawdę niezwykle rzadko spotyka się sprzęt obdarzony czterordzeniowym (4 × 1,4 GHz) Cortexem A9, gigabajtem RAM-u i dotykowym ekranem 4″ (800 × 480), który nie ma ŻADNEJ funkcji oprócz odtwarzania muzyki. Takie rozwiązanie bardzo mi się podoba: przypomina, co jest w tym sprzęcie ważne. Dźwięk – tylko dźwięk. Oczywiście sam procesor nie zagra, dlatego każdy kanał jest napędzany osobnym przetwornikiem cyfrowo-analogowym. Otrzymujemy zatem układ stworzony z dwóch DAC-ów Cirrus Logic CS4398. Wszystko to jest napędzane odpowiednio okrojoną wersją Androida, a dane możemy przechowywać na wbudowanej pamięci 32 GB (w rzeczywistości ok. 27 GB) oraz dwóch kartach pamięci (dwa gniazda obsługują łącznie do 200 GB). Łącznie pozwala to osiągnąć ok. 220 GB pamięci na pliki muzyczne – niemało. Nawet, jeśli chcielibyśmy trzymać na odtwarzaczu same pliki DSD 2,8, taka pojemność wystarczy na przechowanie ok. 100 godzin nagrań w tym formacie.

1 2 3 4 5

Podziel się ze znajomymi: