Test: Thebit Opus #1 – klasa sama w sobie

Zawartość opakowania, wykonanie

Opusa #1 otrzymałem wraz z kablem micro-USB → USB służącym do ładowania i przesyłania danych, kilkoma foliami zabezpieczającymi ekran oraz bardzo udanym skórzanym etui na odtwarzacz (to miłe, że producent dodaje je jako gratis, jego cena przy osobnym zakupie to 200 złotych).
Samo urządzenie prezentuje się świetnie. Wykonane jest w większości z bardzo dobrej jakości plastiku, z kolei tylny panel jest odblaskowy. Całość ma kształt bryły o ściętych wszystkich krawędziach (rogach) – nie wszystkim przypadnie to do gustu, mnie akurat bardzo się podoba. Opus #1 czuje się w ręce, masa i rozmiar urządzenia zdają się pokazywać, że na wewnętrznych podzespołach nie oszczędzano. Wielkość sprzętu można porównać do bardzo, bardzo grubego smartfona o niewielkim jak na dzisiejsze czasy ekranie.
Przedni panel jest w całości wypełniony przez 4 cale ekranu. Na jednej z przednich krawędzi widnieje szumny napis „Hi-res audio”. Tył to odblaskowy panel z nazwą produktu: „Opus #1”. Moim zdaniem to najładniejszy element odtwarzacza, szkoda że i tak skórzane etui (grzech nie używać!) przykrywa prawie każdą część bryły. Dolny panel zawiera tylko wyjście USB (bardzo dobrej jakości, odpowiednio spasowane i sztywne). Górna część bryły to dwa wyjścia, hybrydowe mini-jack 3,5 mm/optyczne oraz wyjście zbalansowane, oraz przycisk włączania/wyłączania (służący też do blokowania i odblokowywania ekranu). Boki Opusa #1 to przyciski do regulacji głośności (lewa strona) i trzy przyciski do sterowania odtwarzaniem bez włączania ekranu (zmienianie utworów, zatrzymywanie odtwarzania; prawy bok).
Wszystkie przyciski są świetnie spasowane, mają wyczuwalny skok, chodzą równo i pewnie. Wyjście jack odpowiednio „trzyma” wtyczkę.  W zasadzie nie ma się tu do czego przyczepić. Niektórzy woleliby zapewne obudowę metalową (swoją drogą, Thebit wypuścił jakiś czas temu również taką wersję), ale tej plastikowej trzeba oddać solidność i zupełny brak kolokwialnie rozumianej „plastikowości”.
Opus #1 jest nieekstrawagancki, dość elegancki, dokładnie wykonany. Nie prezentuje sobą nic na siłę niebywałego, nie stara się emanować „audiofilskością” – w zasadzie wykonanie Opusa #1 nie pozostawia pola do krytyki. W zamyśle nie jest wybitne; jest po prostu dobre.

1 2 3 4 5

Podziel się ze znajomymi: