Test: Thebit Opus #1 – klasa sama w sobie

Jakość dźwięku

Nareszcie dobrnęliśmy do sedna tej recenzji. Jak napisałem to wcześniej, jakość wykonania jest dobra, ale nie szokuje; użytkowanie nie jest złe, ale nie jest wybitne; co z dźwiękiem? Odsłuchy urzekły mnie do tego stopnia, że opis dźwięku zacznę od werdyktu: brzmienie reprodukowane przez Thebit Opus #1 jest po prostu fantastyczne. Jakość muzyki wypływającej z gniazda słuchawkowego rekompensuje wszystkie mniejsze i większe niedogodności ujawniające się przy okazji korzystania z Opus #1. Od początku do końca odsłuchów byłem pod ogromnym wrażeniem brzmienia recenzowanego DAPa. W gruncie rzeczy nie ma w nim elementów, które byłyby słabe sensu stricto: niektóre kwestie doświadczonym audofilom mogą nie przypaść do gustu, ze względu na indywidualne upodobania; nie sądzę jednak, aby ktokolwiek ostro skrytykował jakikolwiek aspekt brzmienia. Jeśli nie będę pisał o konkretnej cesze dźwięku, można po prostu uznać, że jest ona więcej niż prawidłowa, ale nie przykuła mojej szczególnej uwagi.
Opus #1 przede wszystkim tworzy dźwięk bardzo bogaty, pełny, o wyjątkowo wielowarstwowej, a przy tym naturalnej fakturze dźwięku. Szczegółów jest multum i wszystkie są wzorcowo podane i umiejscowione. Liczba źródeł pozornych, jakie zupełnie niezależnie od siebie jest w stanie tworzyć Opus #1 jest naprawdę zniewalająca. Nawet te najcichsze są reprodukowane z należytą mocą i dokładnością; DAP nie wytraca elementów przekazu; powiedziałbym wręcz, że im bardziej wielowątkowy i trudny do podania materiał, tym bardziej Opus #1 się rozkręca.
Niskie tony są mocno zaznaczone w całości przekazu. Ich kontrola jest naprawdę wzorcowa: nawet najbardziej szalone zagrania na kontrabasie czy gitarze basowej cechuje szybki atak i błyskawiczne wyciszenie. Faktura basu jest wielowarstwowa, żadnej części niskiego pasma nie uważam za wycofaną albo niedopieszczoną. Ponownie wypada mi wspomnieć o wyśmienitym ulokowaniu w przestrzeni: odpowiednie, punktowe umieszczenie niskich tonów sprawia źródłom większą trudność, niż uprzestrzennienie tonów wysokich (to oczywiste).
Miałem wrażenie, jakby wokale Opus #1 podawał bardzo, bardzo delikatnie wycofane w stosunku do instrumentalnej części utworu. Niemniej głosy, zarówno męskie, jak i żeńskie, były świetnie wypełnione i posiadały naturalną, wielowymiarową strukturę.
Wysokie tony są w gruncie rzeczy bezbłędne. Bardzo często zdarza mi się narzekać na zbytnie podkreślenie tego pasma w przekazie, przez co odsłuchy na niektórych, jaśniejszych słuchawkach stają się męczące, a przenikliwej góry jest zwyczajnie zbyt dużo. W Opus #1 żadnego z tych problemów nie uświadczyłem. Zamiast tego mogłem się rozkoszować klarownym, „niezapiaszczonym” wysokim pasmem, z mocno zarysowaną, ale raczej delikatną, nienarzucającą się najwyższą jego częścią.
Przestrzeń kreowana przez Opus #1 nie jest wąska i płytka, ale nie jest też szeroka i głęboka. Odtwarzacz nie tworzy wielkiej sali koncertowej, ale mimo to podawane przez niego stereofonia i trójwymiarowość zasługują na najwyższe wyrazy uznania. Ponownie wypada mi wspomnieć o niebywałej, niespotykanej w nawet bardzo udanych tańszych DACach precyzji, z jaką Opus #1 lokuje źródła w przestrzeni. Dźwięki nie nachodzą na siebie, są od siebie zupełnie niezależne w przestrzeni, a przy tym tworzą jedną, spójną całość – nie ma w przestrzeni żadnych sztucznych dziur odbierających przekazowi realności.
Nie mam specjalnie ochoty rozbijać dźwięku kreowanego przez Opus #1 na części składowe, bo jego moc leży właśnie w spójności, wyśmienitym zgraniu wszystkich elementów, brzmieniu zarazem naturalnym i przejmującym, angażującym i muzykalnym. Recenzowany DAP umie tworzyć przekaz bardzo dojrzały, budujący jakość na doskonałym wyważeniu i realizacji poszczególnych pasm, dopieszczonych szczegółach, a nie na tanich zagrywkach, które przecież również w drogim sprzęcie się zdarzają. Tego dźwięku po prostu świetnie się słucha, można się w to słuchanie bardzo zaangażować i nie zawieść, szukać, podsłuchiwać i wsłuchiwać się; Opus #1 zapewnia tak wiele, że nieprędko ten dźwięk ogarniemy w całości, nieprędko stanie się on przewidywalny i nudny… Czy w ogóle się taki stanie?
Odsłuchy dawno nie były dla mnie taką przyjemnością.

1 2 3 4 5

Podziel się ze znajomymi: