Recenzja: Logitech G Cloud – czy jesteśmy na to gotowi?

Jeśli mieszkacie na wsi, gdzie nie ma dostępu do dobrego internetu, nie czytajcie dalej…
Jak go macie, a dodatkowo jesteście zapalonymi graczami i płacicie za XboX Cloud – świetnie, G Cloud brzmi jak pozycja dla Was!

Tak się składa, że handheld od Logitecha wpadł w moje ręce i postanowiłem go przetestować.

Pierwsze wrażenia?

Podobno najważniejsze, a w tym przypadku było bardzo dobre. Spory ekran, bardzo przyjemny design i solidna jakość wykonania – to lubię. Wymiary konsoli to 256,84 × 117,21 × 32,95-40,45 mm, a jej waga to 463 gramów. Przyznam, że jak dla mnie są w sam raz – nie jest ani za duża, ani za mała. Trzyma się ją wygodnie i pewnie.

7-calowy ekran IPS 1080p 60 Hz robi robotę. Jest wystarczający. Czas pracy na baterii to ponad 10 godzin, a jej czas ładowania jest równie imponujący, bo wynosi ok. 2h. Można więc grać, grać i jeszcze raz grać. Jedyne o czym mogą pomyśleć „pro gejmerzy” to wzbogacenie konsoli o gumowe uchwyty, gdyż ich brak może powodować wyślizgiwanie się urządzenia podczas bardzo długich sesji… a bateria pozwala wykręcić dobry czas.

Na minus

Jakość obrazu i opóźnienia, szczególnie w przypadku usługi XboX. Nie jest to wina połączenia internetowego. Jak łatwo się domyślić, jest to konsola przenośna, z której możemy korzystać głównie z domu, chyba że chcecie wykorzystać cały transfer w telefonie – przez hotspot, bo nie ma wejścia na kartę SIM… Publiczne, darmowe sieci WiFi, o ile i tak nie są bezpieczne, nie dają takich możliwości, aby swobodnie sobie pograć. Tak czy inaczej, ze względów bezpieczeństwa (mamy podłączone m.in nasze konto Google), lepiej się z nimi nie łączyć.

Gry natywne? To nie ten adres.

Wracając do specyfikacji…

Na pokładzie jest Android 11. Sercem urządzenia jest 8-rdzeniowy układ Qualcomm Snapdragon 720G 2,3 GHz, 4 GB pamięci LPDDR4x oraz 64 GB pamięci wbudowanej. Można ją zwiększyć dzięki karcie microSD. Od spodu znajdziemy USB-C 3.1 oraz mini-jack 3,5 mm oraz głośniki stereo, na górze zaś przyciski do gry, włącznik, regulacja głośności, czytnik kart.

Co do procesora jeszcze – coś za coś. Snapdragon 720G pozwala na długą rozgrywkę, ale nie powala, jeśli chodzi o moc. Możecie nie pograć w lepsze produkcje na najwyższych ustawieniach.

Na przednim panelu, oprócz standardowych guzików i gałek, znajdziemy dwa dodatkowe przyciski:
Home – jak nazwa wskazuje, przechodzi do ekranu startowego oraz uruchamia szybkie ustawienia (głośność, jasność, tryb samolotowy, nagrywanie ekranu).
Przycisk Logitech, który można dowolnie przypisać.

Skoro mowa o przypisywaniu przycisków…

Jest jedna fajna opcja. Mianowicie, producent pozwolił nam na przypisywanie przycisków wirtualnych do rzeczywistych. Co więcej, układ ten jest zapisywany do każdej gry z osobna. Nie jest to świetne? Świetne.

Podsumowując

Jak już wspomniałem, G Cloud działa głównie w oparciu o XboX Cloud, a także GeForce Now, jeśli nie chcemy uruchamiać kolejnego urządzenia. Jeśli nie płacimy subskrypcji trzeba uruchomić konsolę lub komputer i połączyć się przez Steam Link. Czy takie rozwiązanie ma sens? Ocenę pozostawiam Wam. Nie jest to konsola „stand-alone”, więc jeżeli nie ma to dla Was sensu – nie jesteście w grupie docelowej G Cloud.

Czy warto wydać 1600 zł za tę konsolę? Wiele osób uzna, że nie, gdyż jest to tylko urządzenie z Androidem, w dodatku nie na topowych podzespołach. Z drugiej strony, z pewnością znajdzie się rzesza fanów dla tego typu rozwiązania. Zapewne będzie jeszcze większa, gdy cena trochę spadnie.

Podziel się ze znajomymi: