Kiedy szukasz ultralight’a od polskiego producenta i nie chcesz przepłacać za japońskie logo na blanku, prędzej czy później trafisz na serię Sugoi od Dragona. Wersja Ultra Spin 1.98 m z zakresem do 8 gramów to najmocniejszy wariant w tej serii – i moim zdaniem najciekawszy. Oto dlaczego.

Pierwsze wrażenia
71 gramów. Tyle waży ten kij i czuć to od pierwszego chwytu. Po złożeniu zmieści się chyba wszędzie, więc bez problemu spakujesz go do małego bagażnika. Dwuczęściowa konstrukcja łączy się precyzyjnie, bez luzów – tu nie ma się do czego przyczepić.
Uchwyt kołowrotka typu SK2 z odkrytym blankiem to ciekawe rozwiązanie. Z jednej strony zyskujesz dodatkową czułość, bo palce mają bezpośredni kontakt z wędziskiem. Z drugiej – nie każdemu się to podoba.

Blank, czyli co siedzi pod spodem
Dragon postawił tu na wielowarstwową kompozycję grafitów od Toray – mieszankę mat o różnej sztywności, od wytrzymałościowych po wysokomodułowe. Technologia CXT (skrzyżowane włókna ceramiczno-grafitowe) została wcześniej sprawdzona w serii MS-X i tu pokazuje, do czego służy: blank jest cienki, lekki i zaskakująco responsywny jak na swoją paraboliczną naturę.
Bo tak – to jest wędka paraboliczna. Nie semi-fast, nie fast z wklejką. Parabolik. Przy zaciętej rybce pracuje głęboko, dając mnóstwo frajdy nawet z 20-centymetrowym pstrągiem. Osobiście preferuję takie kije.
Praca
Zakres 1,5–8 g na papierze wygląda szeroko. W moich testach najlepiej blank współpracował z przynętami w okolicach 1-5 gramów – tam rzuty wychodziły najprecyzyjniej, a animacja była najbardziej komfortowa. Przy 2-gramowej przynęcie kij ładnie się ładuje i pozwala na zaskakująco dalekie wyrzuty i to zaskoczyło mnie bardzo mocno. Przez pierwsze wypady często zestawy kończyły na drzewach. Przy 6-7g czuć, że blank jest na granicy komfortu. 8g? Technicznie da się, ale nie o to tutaj chodzi.
Paraboliczna akcja powinna dobrze amortyzować szarpnięcia, co jest kluczowe przy cienkich żyłkach i delikatnych zestawach typowych dla ultralight’u. Z mojego doświadczenia, duże ryby też są spokojniejsze podczas holu i nie robią nagłych zrywów.
To co udało mi się złapać przez okres testów to jaź ok. 35 cm na woblera. Wziął dość agresywnie, kij pięknie zagrał i amortyzował jego „odjazdy”. Nie spodziewałem się aż takiej czułości po wędce do 8g. Naprawdę rewelacyjna praca pod rybą. Nawet duży boleń nie powinien stanowić problemu przy umiejętnym holu. Mam nadzieję, że się o tym przekonam w tym sezonie.
Osprzęt
Tutaj Dragon nie oszczędzał. Tytanowe przelotki SeaGuide z wkładkami SiC to poważny argument – są lżejsze od stalowych i lepiej rozpraszają ciepło przy zrzutach. W tej półce cenowej to rzadkość. Omotki zabezpieczone dwuskładnikowym lakierem epoksydowym wyglądają solidnie, dolniki z pianki EVA w połączeniu z grafitem leżą w dłoni pewnie. Czuć wysoką jakość wykonania zestawiając ten kij z innymi, tańszymi.
Dla kogo
Idealny scenariusz: pstrągi na górskich i podgórskich potokach, kleń i jaź na mniejszych rzekach, okonie na lekkie przynęty w spokojniejszych warunkach. Jeśli łowisz głównie na mikrowoblerki, malutkie gumki – to strzał w dziesiątkę. Jeśli szukasz kija stricte do mikrojiga z wyczuwaniem każdej trawki na dnie – to nie ten adres, ale zakładam, że z wzdręgami też uda mi się pobawić w tym roku.
Nie dla wszystkich
Paraboliczna akcja nie każdemu leży – wędkarze przyzwyczajeni do szybkich blanków mogą tego po prostu nie czuć. To kwestia preferencji, nie wady. Przy górnym zakresie obciążeń woblerki z agresywną pracą potrafią przytłoczyć wędkę.
Cena i werdykt
Przy cenie katalogowej ok. 700 zł to rozsądna, choć niekoniecznie ekscytująca propozycja. Natomiast w promocji, gdzie można go złapać za 420–520 zł, stosunek jakości do ceny robi się naprawdę trudny do pobicia w ultralightowym segmencie. Grafity Toray, tytanowe przelotki, 71 gramów wagi – za te pieniądze trudno wskazać lepszą alternatywę od polskiego producenta.
Podsumowując – jeśli wiesz, czego szukasz i łowisz finezyjnie – to naprawdę kapitalny kij.
Przy okazji – podczas wypadów w zimie towarzyszyły mi rękawice i czapka firmy Dragon.

Czapka, OutLIVE beanie, dobrze ogrzewa podczas mrozu. Testowałem ją w temperaturze -5 st i spisała się świetnie. Przylega do głowy, mam wrażenie jakby zimne poiwietrze się przez nią nie przebijało, a dodatkowo głowa się nie poci. Czapka została uszyta z tkaniny akrylowe. Jak twierdzi producent – membrana OutLIVE jest w absorbuje ciepło wydzielane przez człowieka i oddaje je do ponownego wykorzystania, gdy temperatura pod nią spada.
Na zimowe pstrągi czy klenie – idealna!
Co do rękawic RE-04 – tu także nie ma się do czego przyczepić. Są przede wszystkim bardzo ciepłe i funkcjonalne. Każdy palec mamy dostępny na żądanie, gdy zajdzie potrzeba. Do granicznych temperatur (-15 st. wg. producenta) nie było dane mi ich testować, ale na pewno by się spisały. Dodatkowym atutem jest regulacja na nadgarstku i gumowana powierzchnia od wewnętrznej strony dłoni. Łowi się w nich bardzo wygodnie, choć przy tej sytuacji jaką mamy nad wodą to ciężko mówić o łowieniu 😉

















