Recenzja: Overwatch – nowy, ale drogi król e-sportu

Podsumowanie

Overwatch to odświeżenie gatunku. Blizzard po raz kolejny udowodnił, że każda ich gra to murowany hit (no dobrze, Titan, który miał zdetronizować WoW-a, został anulowany), a Overwatch spokojnie będzie w stanie walczyć, jeśli nie o tytuł najlepszej gry tego roku, to chociaż o tytuł najlepszej strzelanki. Pewnie niebawem rozpoczną się turnieje, a i nie zdziwię się, jeśli Overwatcha będzie można zobaczyć za rok na IEM Katowice. Tylko czy gra jest warta swojej ceny? Na to pytanie musicie sami sobie odpowiedzieć. W Overwatcha grać będzie można setki, jeśli nie tysiące godzin. To na pewno nie będzie gra, która szybko umrze i którą twórcy porzucą. Ba, będzie rozwijana. Tylko znowu – czy taka cena ma sens? Czy ponad 200 zł za grę, która może się nudzić po godzinie grania dziennie, bo nie macie ekipy, która nie ma trybu dla jednego gracza lub chociażby jakiegoś odpierania fal, ma sens? Mała liczba trybów i map również nie napawa optymizmem. Dodam tylko jeszcze potwierdzenie tego, od czego rozpocząłem pierwszy akapit tej recenzji – tak, nowy król gier FPS nadszedł. Być może również i całego e-sportu. Pozostaje tylko czekać na to, aż gra będzie kosztować troszkę mniej.

 

1 2 3 4

Podziel się ze znajomymi: