Rocket League – carball w najlepszym wydaniu

E-sport?

Wydaje mi się, że gra ma też duży potencjał e-sportowy. Już teraz odbywają się małe, lokalne turnieje, a pewnie z czasem to się jeszcze rozwinie. Pojawiają się już komentowane mecze, zawodowe drużyny i nie zdziwię się, jeśli niedługo wśród gier e-sportowych obok League of Legends, Star Crafta, Doty czy Counter Strike’a pojawi się również właśnie Rocket League. Gra oferuje wszystko to, czego od takiej gry można oczekiwać. Jest prosta do rozpoczęcia, ale trudna do osiągnięcia perfekcji. Ma dużo możliwości taktyk, jest bardzo interesująca do oglądania i bardzo popularna (średnio 70 tys. graczy online).

Toć to jest piękne!

Toć to jest piękne!

Podsumowanie

Tym właśnie jest Rocket League – prostą grą, w której mamy samochód i musimy przepchać piłkę do bramki. A czy zamierzamy zrobić to poprzez zwykłe pchanie, czy poprzez odbijanie o ściany, czy poprzez składne akcje, czy poprzez  latanie – to już nasza decyzja. Nie ma tu żadnych zasad, mamy jasno określony cel i robimy swoje. W ciągu tych magicznych pięciu minut dostaniemy tyle emocji, ile w żadnej innej grze. Możemy się zdenerwować na stratę bramki, potem cieszyć z trafienia kolejnej, następnie trzech kolejnych. Kiedy mecz wydawałby się wygrany, przeciwnik nagle zacząłby odrabiać i wynik wynosiłby 4:4. Następnie zaskakująco trafiłby na 5:4 i kiedy wydawałoby się, że już będziecie przegranymi pajacami, nie wiedzieć jakim cudem, trafilibyście na 5:5. Cieszylibyście się jak głupi, skakalibyście w euforii, a nagle przeciwnik w dogrywce trafiłby Wam na 6:5, przegralibyście mecz i bylibyście załamani. Wszystko to przeminęłoby w następnym meczu, kiedy to gralibyście jak z nut i rozgromilibyście Waszego przeciwnika. Kiedyś, kiedy szukałem gierki na kilka minut, brałem FIFĘ czy PES’a, jednak teraz ani myślę o jakiejkolwiek zmianie – mam Rocket League i jestem zadowolony. I nie spocznę dopóki nie osiągnę mistrzostwa i nie trafię do złotej dywizji.

1 2 3 4 5

Podziel się ze znajomymi: