Recenzja Dying Light – lokalne zombiaki odświeżają gatunek

Walnij go! Nie strzelaj!

Jak w prawie każdej grze o zombiakach, także i tutaj główną rolę odgrywa broń biała. Do dyspozycji mamy szereg broni, wśród których znajdziemy m.in. sierpy, noże, młotki, topory, tasaki, siekierki, kije bejsbolowe, rury i jeszcze więcej. Każdy z elementów możemy ulepszać, zwiększając jego trwałość, poręczność i siłę. Broń ta się jednak zużywa w dosyć szybkim tempie, więc trzeba dokładnie przemyśleć, czy chcemy wykorzystywać nasze najlepsze uzbrojenie na pojedyncze gromadki zombiaków. Uzbrojenie to można jednak naprawiać, do czego potrzebujemy metalowych części. Znajdziemy je eksplorując tereny, a także tworząc je samemu, poprzez przerabianie broni na części. Warto więc nie wyrzucać zużytej broni, a przerabiać ją, abyśmy mogli ją wykorzystać w naprawie innych. Feeling walki jest świetny – czuć, kiedy kogoś walniemy, w odpowiednich momentach mamy slow motion, podczas którego często widzimy, jak nasza siekierka robi dziurę w czaszce przeciwnika. W grze dostępny jest również system craftingu, w którym możemy tworzyć chociażby bronie, apteczki czy granaty. Nóż, który podpala przeciwnika? Jak najbardziej. Granaty zamrażające? Pewnie! Gwiazdki do rzucania, które wybuchają? Czemu nie? Kyle w miarę rozwoju umiejętności przetrwania potrafi tworzyć co raz to nowsze i lepsze przedmioty.

Sorki, mam zły dzień

Sorki, mam zły dzień

Inaczej sprawa wygląda z bronią palną. Wprawdzie ta się nie zużywa, ale amunicja do niej już tak, a znalezienie jej nie jest czymś prostym. Tak naprawdę korzystałem z niej jedynie w misjach przeciwko ludziom Raisa, a to tylko dlatego, że ci przeciwnicy mieli karabiny, a co za tym idzie – amunicję. Ta zużywa się bardzo szybko, a niejednokrotnie zabraknie nam jej w ważnych momentach, więc warto ją oszczędzać na specjalne okazje.

Karabiny nie są rzadkością, ale amunicja już tak

Karabiny nie są rzadkością, ale amunicja już tak

Za dnia myśliwy, w nocy zwierzyna

W Dying Light obecny jest system dnia i nocy, który odgrywa w grze olbrzymią rolę. Za dnia zombie są powolne, zadają małe obrażenia i tak naprawdę tylko ich większa grupa lub inne mutanty mogą nam zagrozić. Nocą jednak sytuacja zmienia się diametralnie – zombie stają się szybsze, zadają większe obrażenia, są bardziej wrażliwe na hałas i nie odpuszczają w ucieczce, dopóki gracz nie zostanie zjedzony lub nie schowa się w schronieniu. Takie rajdy są jednak nagradzane, bowiem nasz protagonista dostaje podwójną premię do doświadczenia za grę w nocy. Rozgrywka po ciemku to istna gratka dla fanów survival horrorów, którzy muszą obserwować teren dookoła siebie i dokładnie przemyśleć każdy swój ruch, aby zombie nie zdążyły nas zauważyć. Muszę przyznać, że jestem dosyć strachliwą osobą i często grając w nocy, miałem przyspieszone bicie serca ze strachu. Nie spotkałem się jeszcze z grą o zombie, która aż tak dobrze oddawałaby ten klimat. Co ciekawe, w nocy zaatakować nas mogą również inne osoby dzięki trybowi „Zostań Zombie”, ale o nim trochę niżej. Brawo, Techland!

1 2 3 4 5

Podziel się ze znajomymi: